Sygnały Strategii Zamówienie Przejdź do aplikacji




ARCHIWUM

» 2013 czerwiec

» 2013 maj

» 2013 kwiecień

» 2013 marzec

» 2013 luty

» 2013 styczeń

» 2012 listopad

» 2012 październik

» 2012 wrzesień

» 2012 sierpień

» 2012 lipiec

» 2012 maj

» 2012 kwiecień

» 2012 marzec

» 2012 luty

» 2012 styczeń

» 2011 grudzień


NEWSROOM
15 maj 2013 r.

Złoto, srebro? Nie, dziękuję?

Nie ma chyba takiej kobiety na świecie, która nie lubiłaby złota, szczególnie w jubilerskiej postaci lub w innych jego artystycznych formach. Z męskiego, „pragmatycznego” punktu widzenia najważniejszą jednak jego cechą jest jego cena. Złoto to jednocześnie idealny walor do spekulacji lub występując w formie fizycznej doskonale spełnia przypisaną mu funkcję tezauryzacji. Znajduje się na top liście funduszy inwestycyjnych i w sytuacjach niepewnych warunków rynkowych, gdy podlega wycenom o bardzo dużej dynamice jest szczególnie ulubiony. Wtajemniczeni obserwatorzy lub praktycy rynku doskonale wiedzą co mam na myśli. Podobnie rzecz ma się ze srebrem. Obserwując aktualne zachowanie rynków tych walorów nie sposób było nie zauważyć dość mocnej przeceny ceny obu tych kruszców. Czas ostatnich tygodni był bardzo pod tym względem interesujący. Upadło zapewne lub pojawiło się kilka nowych, spekulacyjnych fortun. Niewątpliwie to czas ciekawych, choć wielce ryzykownych inwestycji. Nie warto chować głowy w piasek i tracić kolejne szanse do gry na tych kruszcach. Nawet sytuacjach gdy z pozoru decyzje inwestycyjne wydawać by się mogły nielogiczne i bezsensowne. Warto przyjrzeć się wszystkiemu z dystansu by starać się podejmować prawidłowe decyzje, i to zarówno decydujących o skutkach na bieżąco jak i w dłuższym horyzoncie.

Kwietniowo-majowa huśtawka cen złota mogła przyprawić nie jednego inwestora nie tylko o szalony zawrót głowy, ale i co najmniej o zawał serca. Ubiegły miesiąc rozpoczął się cenami rzędu 1600 dol. za uncję, które po dwóch tygodniach (15.04) skurczyły się do 1361 dol., a następnie zaczęły stopniowo rosnąć, by osiągnąć poziom 1436 dol. (10.05) i ponownie zawitać na poziomie zbliżonym do 1370 dol. za uncję. Na srebrze panował mniejwięcej w tym czasie podobny “rollercoaster”.

Do niewypowiedzianej wojny walutowej przystąpiła całkiem niedawno Japonia, dewaluując jena. Oznacza to, że jen traci siłę nabywczą i wzrosnąć powinna inflacja. Część specjalistów, wieszczy „wiele lat słabości jena i siły dolara” – ma na to wskazywać analogia do sytuacji z 1995 roku. W ciągu ostatnich 6 miesięcy wartość jena spadła aż o 21 proc., najmocniej wśród głównych walut. A właśnie pół roku temu, w listopadzie 2012 roku, obecny premier Japonii Shinzo Abe zapowiedział nieograniczone łagodzenie polityki pieniężnej. Przedstwiciel Banku UBS twierdzi nawet, że narastający rozdźwięk w polityce FED-u i Banku Japonii będzie nadal umacniać dolara wobec jena.

W skutkach gospodarczych krok ten powinien przynieść pobudzenie. I tak się stało. Świat prawdopodobnie będzie podążać za przykładem USA i Japonii w zmniejszaniu wartości pieniądza. Wynik wzrostu PKB w pierwszym kwartale tego roku zaskoczył nawet samych Japończyków. Dlaczego? Kiedy Japonia dewaluuje jena, japońskie produkty tanieją i wzrasta eksport tego kraju. Japonia więcej eksportuje, wzrasta zatrudnienie, ale Japończycy za zarobione pieniądze kupują coraz mniej. Drogo a i naród oszczędny.

Więc gdy dany kraj dewaluuje swoją walutę narodową, państwa z nim handlujące (i nie tylko one), by nie ponosić strat w nowych warunkach wymiany walutowej powinny dewaluować również swoje waluty. Co w konsekwencji  multiplikacji takich działań podjętych przez inne rządy przynieść powinno na rynku wzrost wartości złota i srebra. Tak się jednak nie dzieje, gdyż dolar amerykański, waluta w której wycenia się surowce równocześnie zyskała na wartości względem innych walut.

W reakcji na ogromne osłabienie jena w ostatnim półroczu coraz większa grupa inwestorów próbuje grać na osłabienie franka szwajcarskiego – z założeniem odpływu inwestorów ku bardziej ryzykownym aktywom. Jak czytamy, ostatnie 2 tygodnie przyniosły umocnienie się kursu USD/CHF do najwyższego poziomu od sierpnia 2012 roku. 

Kiedy jen traci na wartości, japońska giełda idzie w górę. Amerykanie już to zrobili. Ceny na giełdzie rosną, ponieważ Japończycy muszą chronić siłę nabywczą swojego pieniądza i zapobiegać zbyt wielkiemu transferowi oszczędności na giełdę. Podobnie w jak giełda w USA unosi się na bańce tanich pieniędzy. Jak długo jeszcze będzie trwał po drugiej stronie Atlantyku ten proces? Opinie pewnych osób aktywnie tam działających wskazują nawet, że rynek złota i srebra podlega manipulacjom. Niektórzy uważają jednak, że spadek wartości złota o ponad 200 dol. to tylko efekt paniki spekulantów, którzy się od niego odwrócili i twierdzą, że spadki były krótkotrwałe i przejściowe – poprzedzają kolejny długi okres wzrostów. Inni z kolei uważają, że z jednej strony to FED celowo kreuje cenę złota, ponieważ niskie ceny kruszcu wpływają na lepsze postrzeganie pieniądza, giełdy oraz rynku nieruchomości. Inny, domniemany scenariusz działania FED‑u (nieograniczony dodruk pieniądza) zaklada, że ostatecznie doprowadzi złoto do poziomu 2 tys. dol. za uncję. Inny z kolei zakłada możliwość przekroczenia poziomu 1,9 tys. dol. za uncję – jeśli wojna w Syrii się rozprzestrzeni lub Korea Północna zaatakuje inne kraje w Azji. Ponoć tak wyrafinowana manipulacja dotyka również i pozostałe surowce. W tym czasie Analitycy z BlackRock, największej na świecie firmy zarządzająca aktywami, wciąż zalecają kupno złota i utrzymują, że jest ono nadal na fali wznoszącej. I to pomimo że w tym roku z funduszy opartych na kruszcach inwestorzy wycofali już rekordową kwotę (20,8 mld dol.). Jednak tylko część analityków wspomina o wzrostach. Inni wskazują na opublikowane niedawno opracowanie naukowe, z którego wynika, że aktualne ceny towarów i usług konsumpcyjnych implikują cenę złota na poziomie poniżej 800 dol. za uncję. Ponoć sam Warren Buffet oznajmił, iż nawet i potej cenie nigdy go by nawet nie dotknął.

Przeczytać można zatem rozmaite projekcje dotyczące przyszłości. Pogłoski zwykle nasilają się, gdy na rynku panuje dezorientacja i w chwili obecnej wydają się być jedynym głosem z rynku.

Osobiście nie jestem zwolennikiem podejmowania decyzji nie opartych na faktach. Jednak z pewnością tak dynamiczne warunki i rozumiane okazje inwestycyjne długo się nie powtórzą. W duszy nie jednego spekulanta odezwie się więc głos prawdziwego lwa parkietu (czytaj: rekina).

Czy zatem okoliczności przemawiają za tym, że powinno się inwestować w złoto lub srebro? To indywidualna decyzja każdego inwestora. Miliony ludzi zarobiło krocie i zapewne również miliony na nich straciło.

Jak mówi Warren Buffet: Najgorszą głupotą jest kupowanie aktywów tylko dlatego, że ich ceny rosną. Tę samą zasadę stosuje się do czegokolwiek: złota, srebra czy nieruchomości. Nie dodał jednak, że w takich sytuacjach warto być jednym z pierwszych, choć pioniera poznamy zawsze po nożu w placach. Oby nie były to Twoje plecy.

Mimo wszystko złoto i srebro przez wieki były prawdziwym pieniądzem i jestem przekonany, że zostaną w obiegu znacznie dłużej niż amerykański dolar, jen lub inne waluty, jednak warto przy tym pamiętać, że tylko w fizycznej jego postaci. Nawet w poczuciu jako zbyt drogie ale warte emocjonalnie znacznie więcej niż drogi gadżet na palcach Twojej Partnerki życiowej.


«powrót


Strona główna  |  O nas  |  Opis aplikacji  |  Cennik  |  Kariera  |  Kontakt

©2011-2013 NaviFund Investment Sp. z o.o.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis Navifund.com korzysta z plików cookies. Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.